Przez stulecia opowiadano o Łysej Górze historie o czarownicach latających na miotłach, nocnych sabatach, diable pojawiającym się pośród ognia i kobietach odprawiających zakazane czary, a obraz ten wrósł w polską kulturę tak mocno, że dla wielu ludzi właśnie czarownica, a nie dawny słowiański kult, pozostaje pierwszym skojarzeniem z tym miejscem.
Tyle że czarownice pojawiły się w tej historii znacznie później.
Zanim na szczycie stanął chrześcijański kościół, zanim pojawili się tam benedyktyni i zanim górę zaczęto nazywać Świętym Krzyżem, miejsce to miało znaczenie dla ludzi żyjących w świecie zupełnie innych wierzeń, a najbardziej materialny ślad tamtej rzeczywistości nie zniknął wraz z nadejściem nowej religii, lecz nadal pozostaje na zboczach góry.
Jest nim ogromny kamienny wał otaczający dawną przestrzeń kultową.
Kamienny krąg starszy od klasztoru

Wału nie trzeba sobie wyobrażać na podstawie legend czy późniejszych kronik, ponieważ jego fragmenty istnieją do dzisiaj, a prowadzone tam badania archeologiczne potwierdziły, że konstrukcja jest znacznie starsza od chrześcijańskiego sanktuarium. Kamienny wał ciągnie się wokół szczytu na długości około półtora kilometra i został wykonany z ogromnej ilości kamienia układanego bez zaprawy, przy czym jego powstanie wiązane jest z okresem wczesnego średniowiecza, choć dokładne datowanie oraz czas funkcjonowania całego założenia pozostają przedmiotem dyskusji.
Nie był to typowy mur obronny otaczający gród, ponieważ w obrębie wału nie odkryto osady odpowiadającej skali całego przedsięwzięcia, dlatego od dawna interpretuje się go przede wszystkim jako granicę wydzielającą przestrzeń o szczególnym, najprawdopodobniej sakralnym znaczeniu. Co równie interesujące, konstrukcja prawdopodobnie nigdy nie została całkowicie ukończona, co oznacza, że w pewnym momencie prace przerwano, a ludzie, którzy rozpoczęli budowę, już do niej nie powrócili.
Nie wiemy, jak dokładnie wyglądały odprawiane tam obrzędy, jak sami ludzie przychodzący na górę nazywali to miejsce ani których bogów przywoływali, dlatego właśnie w tym miejscu trzeba zachować ostrożność, ponieważ znane dziś imiona bóstw wiązanych z Łysą Górą pochodzą ze źródeł znacznie późniejszych niż samo sanktuarium.
Jan Długosz wiązał to miejsce ze Świstem, Poświstem i Pogodą, podczas gdy inne późniejsze przekazy wymieniały Ładę, Bodę i Leliego, a sama rozbieżność pokazuje, że nie mamy przed sobą bezpośredniego świadectwa człowieka uczestniczącego w obrzędach na Łysej Górze, lecz zapis pamięci o jej pogańskiej przeszłości sporządzony już w świecie chrześcijańskim.
Kamienie są pod tym względem znacznie bardziej wiarygodne niż późniejsze opowieści, ponieważ niezależnie od tego, jak nazywano czczone tam bóstwa i jak wyglądały rytuały, ktoś zadał sobie ogromny trud, aby wyznaczyć na szczycie przestrzeń oddzieloną od otaczającego ją świata.
I zrobił to przed powstaniem klasztoru.
Kto prowadził obrzędy na Łysej Górze?
Tego również nie wiemy, dlatego łatwo byłoby napisać, że byli to Wołchwowie, lecz byłoby to dopowiadanie historii, której zachowane źródła nam nie przekazały.
Wiemy natomiast, że w religijnym świecie dawnych Słowian istnieli ludzie odpowiedzialni za kontakt ze sferą sacrum, wróżby, przepowiadanie przyszłości oraz prowadzenie obrzędów, a ze źródeł dotyczących przede wszystkim Słowiańszczyzny wschodniej znamy wołchwów, którzy nie byli jedynie odpowiednikami późniejszych wiejskich znachorów, jak czasem przedstawia się ich dzisiaj, lecz potrafili posiadać realny autorytet wśród lokalnych społeczności.
W okresie postępującej chrystianizacji wołchwowie pojawiali się również jako ludzie zdolni przeciwstawić się nowemu porządkowi religijnemu, ponieważ wraz z przyjęciem chrześcijaństwa zagrożone zostały nie tylko dawne obrzędy, lecz także pozycja tych, którzy przez pokolenia byli ich strażnikami i pośrednikami pomiędzy wspólnotą a światem bogów.
Nie mamy podstaw, żeby człowieka prowadzącego obrzęd na Łysej Górze nazwać wołchwem, możemy jednak zobaczyć go jako część podobnego świata religijnego, w którym góra, kamień, źródło, stary las czy święty gaj nie potrzebowały kościelnych murów, aby stać się miejscem kontaktu człowieka z tym, co uważał za boskie.
O samych wołchwach pisaliśmy szerzej w osobnym artykule „Kim byli wołchwowie?”, ponieważ ich historia pozwala lepiej zrozumieć, że chrystianizacja Słowian nie oznaczała jedynie przyjęcia nowych modlitw i nowych symboli, lecz również stopniowy rozpad wcześniejszego porządku religijnego oraz utratę znaczenia przez ludzi, którzy byli jego częścią.
Łysa Góra była natomiast zbyt ważnym miejscem, żeby pozostawić ją poza tym procesem.
Starego sanktuarium nie zburzono. Postawiono w nim nowe
W pierwszej połowie XII wieku na Łysej Górze powstał klasztor benedyktyński, którego fundację tradycja przez długi czas przypisywała Bolesławowi Chrobremu, choć obecnie jego początki częściej łączy się z Bolesławem Krzywoustym oraz komesem Wojsławem, co przesuwa powstanie chrześcijańskiego ośrodka na okres późniejszy.
Najważniejsze dla historii tego miejsca pozostaje jednak nie tylko to, kiedy klasztor powstał, lecz przede wszystkim gdzie go postawiono, ponieważ chrześcijańskiej świątyni nie wzniesiono u podnóża góry ani kilka kilometrów od dawnego miejsca kultowego, lecz wewnątrz przestrzeni otoczonej wcześniejszym kamiennym wałem.
Starego miejsca nie trzeba było niszczyć.
Kamienny wał pozostał, natomiast w przestrzeni, którą wcześniej wyznaczał i oddzielał od otaczającego świata, pojawiła się świątynia nowej religii, przez co dawny ośrodek nie przestał być miejscem szczególnym, lecz otrzymał zupełnie nowe znaczenie, nowych gospodarzy oraz nową opowieść.
Możemy nazywać ten proces chrystianizacją przestrzeni albo zastępowaniem dawnego sacrum nowym, jednak niezależnie od użytego określenia mechanizm pozostaje czytelny: miejsce ważne dla starej religii zostało włączone w świat nowej, a chrześcijańska świątynia stanęła tam, gdzie ludzie wcześniej przychodzili z powodów, które z chrześcijaństwem nie miały nic wspólnego.
W wymiarze duchowym trudno o bardziej czytelny znak przejęcia miejsca, ponieważ nie trzeba usuwać każdego kamienia pozostawionego przez poprzedników, jeśli można wznieść własną świątynię w samym centrum przestrzeni, którą oni wcześniej uznawali za świętą.
Z Łysej Góry na Święty Krzyż
Zmiana nie zakończyła się wraz z postawieniem pierwszych budynków, ponieważ z czasem przekształcała się również sama tożsamość góry, która stopniowo stawała się jednym z najważniejszych chrześcijańskich ośrodków pielgrzymkowych w Polsce, szczególnie po pojawieniu się tam relikwii Drzewa Krzyża Świętego.
Wraz ze wzrostem znaczenia sanktuarium coraz silniej utrwalała się również nazwa Święty Krzyż, a miejsce należące wcześniej do przedchrześcijańskiego krajobrazu sakralnego zostało wpisane w zupełnie inną opowieść, która z biegiem stuleci niemal całkowicie przesłoniła to, co znajdowało się na górze wcześniej.
Nie był to mechanizm wyjątkowy dla Łysej Góry, ponieważ przejmowanie miejsc wcześniej uznawanych za święte oraz nadawanie im nowego, chrześcijańskiego znaczenia występowało w różnych częściach Europy, gdzie nowe świątynie pojawiały się w przestrzeniach posiadających już znaczenie religijne dla miejscowej ludności.
W przypadku Łysej Góry materialny ślad wcześniejszego świata pozostał jednak wyjątkowo czytelny, ponieważ kamienny wał nie zniknął pod późniejszą zabudową i nadal otacza część szczytu, tworząc granicę wyznaczoną przez ludzi, którzy żyli tam przed powstaniem klasztoru.
A potem pojawiły się czarownice
W późniejszej kulturze Łysa Góra zaczęła żyć drugim życiem, stając się jednym z najbardziej znanych w Polsce miejsc rzekomych sabatów czarownic, które według opowieści miały nocami przybywać na szczyt, rozpalać ogniska, tańczyć, warzyć tajemnicze mikstury i spotykać się z diabłem. Stare kobiety, wielkie kapelusze, miotły i nocne loty z czasem tak mocno wrosły w wyobrażenie o tym miejscu, że niemal całkowicie przesłoniły jego wcześniejszą historię.
Problem polega na tym, że sabat czarownic nie należał do religii dawnych Słowian, a jego znany nam obraz ukształtował się znacznie później, przede wszystkim w późnym średniowieczu i epoce nowożytnej, kiedy europejska kultura chrześcijańska coraz częściej przedstawiała czarownice jako uczestniczki nocnych zgromadzeń, podczas których miały oddawać cześć diabłu, ucztować i dopuszczać się czynów będących odwróceniem chrześcijańskiego porządku.
Kiedy więc spojrzymy na Łysą Górę nie przez pryzmat późniejszych legend, lecz jej wcześniejszej historii, dostrzeżemy niezwykłą przemianę: miejsce związane z przedchrześcijańskim sacrum, otoczone monumentalnym kamiennym wałem i najprawdopodobniej służące obrzędom, z czasem zaczęto przedstawiać jako przestrzeń należącą do czarownic i diabła. Ludzie, którzy wcześniej mogli przychodzić tutaj do swoich bogów, zniknęli z opowieści, podobnie jak zniknęły imiona tych, którzy prowadzili obrzędy, natomiast ich miejsce zajęły postacie znacznie lepiej pasujące do chrześcijańskiego obrazu tego, co zakazane, niebezpieczne i wrogie nowej wierze.
Od świętej góry do miejsca, którego należało się bać
Nie mamy dokumentu, który pozwalałby stwierdzić, że ktoś pewnego dnia świadomie wymyślił legendę o czarownicach z Łysej Góry po to, aby zatrzeć pamięć o jej przedchrześcijańskiej przeszłości, dlatego przedstawianie takiego scenariusza jako udowodnionego faktu byłoby nadużyciem. Nie oznacza to jednak, że przemiana dawnego miejsca kultowego w scenerię opowieści o diable i czarownicach była pozbawiona szerszego kontekstu, ponieważ europejskie wyobrażenie sabatu rozwijało się właśnie w kulturze, która praktyki sprzeczne z chrześcijaństwem łączyła z herezją, czarami oraz działaniem sił demonicznych.
Nie potrzeba było jednego autora ani jednego rozkazu, aby po kilku stuleciach dawny obraz miejsca został całkowicie zastąpiony innym, wystarczyło bowiem, że kolejne pokolenia wychowywały się już w świecie, w którym stare obrzędy określano mianem gusłów, dawnych bogów przedstawiano jako fałszywe bóstwa lub demony, a ludzi trwających przy wcześniejszych wierzeniach uznawano za pogan, czarowników albo tych, którzy pozostawali poza właściwym porządkiem religijnym.
Właśnie w takim świecie pamięć o Łysej Górze mogła stopniowo zmieniać swoje znaczenie, aż dawne miejsce święte stało się w ludowych opowieściach miejscem przeklętym, a zamiast ludzi przychodzących na szczyt, aby odprawiać obrzędy swojej religii, pojawiły się czarownice lecące na miotłach na spotkanie z diabłem.
Sacrum zamieniło się w sabat.
I być może właśnie ten fragment historii Łysej Góry jest najbardziej wymowny, ponieważ pokazuje, że przejęcie świętego miejsca nie musi oznaczać zburzenia wszystkiego, co znajdowało się tam wcześniej. Można pozostawić kamienie, drogę prowadzącą na szczyt, a nawet pamięć o niezwykłości samej góry, jednocześnie nadając im nowe znaczenie i sprawiając, że po kilku pokoleniach ludzie nadal będą wiedzieli, iż jest to miejsce szczególne, lecz przestaną pamiętać, dlaczego było szczególne dla tych, którzy żyli tutaj przed chrystianizacją.
Kamienie jednak zostały
Najbardziej niezwykłe w historii Łysej Góry jest to, że mimo wszystkich przemian jej najstarszy materialny ślad nie zniknął, ponieważ monumentalny kamienny wał nadal otacza część szczytu i przypomina o czasach, kiedy nie było tam ani benedyktyńskiego klasztoru, ani relikwii Krzyża Świętego, ani opowieści o czarownicach przybywających nocą na sabat.
Nie wiemy, jakie słowa wypowiadano w tym miejscu ponad tysiąc lat temu, jak dokładnie wyglądały odprawiane tam obrzędy ani jakie imiona nosili ludzie, którzy im przewodzili, podobnie jak nie możemy z całą pewnością powiedzieć, których bogów czczono na szczycie. Wiemy jednak, że ktoś uznał tę przestrzeń za wystarczająco ważną, aby ogromnym wysiłkiem otoczyć ją kamiennym wałem, a kilka stuleci później właśnie wewnątrz tej przestrzeni powstało jedno z najważniejszych chrześcijańskich sanktuariów średniowiecznej Polski.
Równie trudno naukowo opisać szczególną atmosferę Łysej Góry, o której mówią niektórzy odwiedzający ją ludzie, ponieważ odczucie „energii” miejsca pozostaje osobistym doświadczeniem, którego nie sposób traktować jak archeologicznego znaleziska czy wyniku pomiaru. Można jednak zastanawiać się, dlaczego właśnie ta góra przez tak długi czas przyciągała ludzi i dlaczego kolejne religie oraz kolejne pokolenia nie pozostawały wobec niej obojętne, lecz wciąż nadawały jej szczególne znaczenie.
Być może nigdy nie dowiemy się, co dokładnie działo się wewnątrz kamiennego kręgu, zanim na szczycie pojawiło się chrześcijaństwo, ponieważ ludzie, którzy znali odpowiedź, nie pozostawili nam własnych kronik. Pozostał jednak wał, którego nie stworzyła legenda, pozostała góra, która była miejscem szczególnym na długo przed powstaniem klasztoru, oraz chrześcijańska świątynia wzniesiona w przestrzeni wcześniejszego sanktuarium.
Przez stulecia zmieniano więc opowieść o Łysej Górze, zmieniali się bogowie, symbole i ludzie przychodzący na jej szczyt, a dawne sacrum stopniowo przykrywały kolejne warstwy nowych znaczeń.
Kamienie zostały.
I chyba właśnie one najdobitniej przypominają, że historia Łysej Góry nie zaczęła się od krzyża.



