Guślarz — kim był i czym się zajmował?

guślarz

Kiedy słyszymy słowo „guślarz”, niemal natychmiast pojawia się przed oczami ta sama scena: noc, płomień świec, zgromadzeni ludzie i człowiek stojący pomiędzy nimi a światem zmarłych. To obraz tak mocno zakorzeniony w polskiej kulturze, że łatwo uznać go za wierne odbicie znacznie starszej, przedchrześcijańskiej rzeczywistości. W dużej mierze zawdzięczamy go oczywiście Adamowi Mickiewiczowi i drugiej części „Dziadów”, w której Guślarz prowadzi zgromadzonych przez obrzęd, przywołuje duchy i wie, jak należy się wobec nich zachować. Sam obrzęd nie był jednak wyłącznie literackim wymysłem poety. Badacze wskazują jego związki z rzeczywistymi obrzędami ludowymi znanymi Mickiewiczowi z Nowogródczyzny, a poeta pisał, że część śpiewów, guseł i inkantacji zaczerpnął z obserwowanej tradycji.

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy przenieść mickiewiczowskiego Guślarza wprost do świata dawnych Słowian i uznać go za konkretny odpowiednik kapłana, szamana czy czarownika. Źródła nie pozwalają nam zbudować tak precyzyjnego obrazu. Samo słowo jest jednak znacznie starsze od „Dziadów”: „guślarz” jest poświadczony w polszczyźnie od XVI wieku i oznacza osobę odprawiającą gusła, natomiast „gusła” występują już w źródłach XV-wiecznych.

guślarz

Człowiek od guseł

Dzisiaj „gusła” brzmią niemal jak synonim zabobonu. Dawniej zakres tego pojęcia był znacznie ciekawszy. Słowniki zachowują znaczenie guseł jako obrzędów, zaklęć i działań związanych z magią oraz wiedzą tajemną. Co więcej, samo pochodzenie słowa może prowadzić jeszcze głębiej: do prasłowiańskich określeń związanych z grą na instrumencie strunowym, a być może również z wprowadzaniem człowieka poprzez muzykę w szczególny stan i odprawianiem przy jej pomocy obrzędów. Nie jest to etymologia całkowicie pewna, ale pokazuje, jak daleko od dzisiejszego prostego znaczenia „zabobon” mogły prowadzić dawne skojarzenia tego słowa.

Guślarz byłby więc przede wszystkim człowiekiem działającym. Nie tylko kimś, kto wierzył w istnienie innego świata, ale osobą znającą określone praktyki, formuły i sposoby postępowania. W ludowym obrazie rzeczywistości granica między tym, co duchowe, lecznicze, ochronne i magiczne nie musiała przebiegać tam, gdzie stawiamy ją dzisiaj. Choroba mogła mieć przyczynę, której nie dało się zobaczyć; nieszczęście mogło zostać sprowadzone przez cudzą wolę; pewne miejsca, przedmioty i chwile mogły być uznawane za szczególne. W takim świecie wiedza o tym, co zrobić, była równie istotna jak wiedza o tym, dlaczego coś się wydarzyło.

Czy guślarz rozmawiał ze zmarłymi?

To właśnie ten element najmocniej utrwaliły „Dziady”. Mickiewiczowski Guślarz przewodzi nocnemu obrzędowi, podczas którego przywoływane są dusze zmarłych. Nie jest biernym uczestnikiem. Zna jego kolejność, wypowiada formuły, kieruje zachowaniem zgromadzonych i wie, czego potrzebują przybywające duchy.

Sam kult przodków i przekonanie o możliwości okresowego kontaktu pomiędzy żywymi a zmarłymi mają jednak korzenie głębsze niż romantyczny dramat. Dlatego Mickiewicz nie musiał wymyślać wszystkiego od początku — wykorzystał istniejącą tradycję i nadał jej literacką formę. Właśnie tutaj warto zachować ostrożność: możemy mówić o ludowych obrzędach, gusłach i ludziach, którzy je prowadzili, ale znacznie trudniej udowodnić istnienie jednego, niezmiennego „urzędu guślarza” funkcjonującego przez całe stulecia w taki sposób, jak przedstawia go nasza współczesna wyobraźnia.

Kapłan, czarownik czy znachor?

Najprostsza odpowiedź brzmi: nie wiemy, czy taki podział w ogóle miał dla dawnych społeczności sens. Współczesny język lubi osobne szufladki. Kapłan zajmuje się religią, lekarz ciałem, zielarz roślinami, wróżbita przyszłością, a medium zmarłymi. Dawny świat ludowy niekoniecznie rozdzielał te sfery równie wyraźnie.

Dlatego nie nazywałbym każdego guślarza słowiańskim kapłanem ani nie stawiał znaku równości między guślarzem, znachorem i czarownikiem. Bezpieczniej widzieć w nim człowieka posiadającego wiedzę o praktykach, które jego społeczność uważała za skuteczne w kontakcie z siłami niewidzialnymi. Jedna osoba mogła znać zioła, inna wróżyć, jeszcze inna prowadzić obrzęd związany ze zmarłymi. Z biegiem czasu ich obrazy mogły się przenikać, a późniejsza literatura dołożyła do nich kolejne warstwy.

Przedmiot, gest i słowo

W świecie guślarza znaczenie mogło mieć nie tylko to, co robiono, lecz również jak, kiedy i czym. Wypowiedziana formuła, określona liczba powtórzeń, ogień, woda, zioło, nić czy przedmiot mogły uczestniczyć w praktyce, której sens dla jej wykonawców wykraczał daleko poza zwykłą codzienność. Współczesny człowiek może nazwać to magią albo przesądem. Dla ludzi żyjących wewnątrz takiego systemu wierzeń mogła to być po prostu część sposobu rozumienia świata.

Podobny mechanizm odnajdujemy w opowieściach o motankach — lalkach tworzonych bez użycia igły, którym zwłaszcza we współczesnych interpretacjach przypisuje się znaczenie ochronne i symboliczne. Nie oznacza to, że motanki były narzędziem guślarzy. Łączy je coś innego: przekonanie, że odpowiednio wykonany przedmiot lub gest może znaczyć więcej, niż podpowiada jego codzienna funkcja.

Guślarz, którego stworzył Mickiewicz

Paradoks polega na tym, że współczesny obraz guślarza jest jednocześnie starszy i młodszy od Mickiewicza. Starsze są gusła, wierzenia, praktyki oraz pamięć o ludziach, którzy mieli się nimi zajmować. Młodsza jest natomiast postać niemal archetypicznego przewodnika stojącego pośrodku zgromadzenia i otwierającego drogę pomiędzy żywymi a umarłymi.

Mickiewicz nie stworzył tego świata z niczego. Jego „Dziady” wyrastały z obserwowanej tradycji ludowej, ale literatura zrobiła coś, czego dokument historyczny zrobić nie potrafi: nadała rozproszonym zwyczajom twarz, głos i postać, którą zapamiętały kolejne pokolenia.

Między dwoma światami

Być może właśnie dlatego guślarz wciąż działa na wyobraźnię. Nie jest wojownikiem ani władcą, nie potrzebuje świątyni, bogactwa czy urzędu. Jego znaczenie bierze się z czegoś zupełnie innego — z przekonania, że zna reguły rzeczywistości niewidocznej dla pozostałych i potrafi przeprowadzić człowieka przez miejsce, w którym zwykłe zasady przestają wystarczać.

I nawet jeśli nie jesteśmy dziś w stanie odtworzyć jednego historycznego „guślarza dawnych Słowian”, samo słowo przetrwało, podobnie jak gusła i pamięć o praktykach, które oficjalna religia przez stulecia próbowała spychać na margines. Została również postać stojąca przy ogniu, wypowiadająca słowa, których inni nie znają, i społeczność przekonana, że tej nocy granica pomiędzy ich światem a światem zmarłych stała się odrobinę cieńsza.

I może właśnie dlatego po tylu stuleciach nadal wiemy, kogo mamy na myśli, kiedy mówimy: guślarz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry