Dlaczego siadamy przed podróżą?

przed podróżą

Są takie gesty, które wykonujemy niemal bez zastanowienia. Ktoś zapina walizkę, sprawdza dokumenty, gasi światło, a kiedy wszyscy są już gotowi do wyjścia, nagle mówi: „Usiądźmy jeszcze na chwilę”. I rzeczywiście siadamy — czasem na minutę, czasem zaledwie na kilkanaście sekund, często nawet bez rozmowy, jakby przed opuszczeniem domu należało na moment zatrzymać wszystko, co za chwilę zostawimy za drzwiami.

Dzisiaj łatwo uznać to za praktyczny sposób na zebranie myśli przed drogą, jednak dawniej podróż była czymś znacznie bardziej niepewnym niż obecnie. Wyjście poza znaną przestrzeń oznaczało przekroczenie granicy pomiędzy tym, co własne i oswojone, a światem, nad którym człowiek miał znacznie mniejszą kontrolę. Być może właśnie dlatego chwila ciszy przed wyruszeniem w drogę przetrwała tak długo — nie jako wielki obrzęd wymagający specjalnych przedmiotów czy słów, lecz jako niewielki gest wykonywany tuż przed wyjściem. Jeszcze tutaj, jeszcze razem, zanim zrobi się pierwszy krok.

Skąd wziął się ten zwyczaj i dlaczego przetrwał do naszych czasów?

Image Pippit 202606052200 2 683x1024

Chwila pomiędzy domem a drogą

W dawnym świecie podróż nie zaczynała się dopiero w chwili postawienia pierwszego kroku za progiem, lecz wcześniej — od przygotowania, pożegnania i krótkiego zatrzymania przed opuszczeniem bezpiecznej, dobrze znanej przestrzeni. Zwyczaj siadania na chwilę przed drogą szczególnie wyraźnie zachował się w tradycji wschodniosłowiańskiej, gdzie jeszcze współcześnie spotyka się „siadanie na drogę”: podróżujący i pozostający w domu siadają razem i przez moment trwają w ciszy.

Nie potrzeba do tego żadnego specjalnego miejsca, przedmiotu ani skomplikowanego rytuału i być może właśnie ta prostota sprawiła, że zwyczaj okazał się tak trwały. Można go powtarzać przez kolejne pokolenia nawet wtedy, gdy nikt już nie pamięta, skąd się wziął ani dlaczego ludzie przed wyruszeniem w podróż właśnie siadali.

Dlaczego właśnie przed wyjściem?

Dla naszych przodków dom nie był jedynie budynkiem zapewniającym schronienie, lecz przestrzenią własną, uporządkowaną i oswojoną, podczas gdy droga prowadziła poza nią, ku miejscom i wydarzeniom, których nie można było przewidzieć. Moment opuszczania domu nabierał więc szczególnego znaczenia, ponieważ człowiek znajdował się niejako pomiędzy dwiema przestrzeniami — jeszcze był u siebie, ale za chwilę miał znaleźć się poza granicą znanego świata.

Wszystko mogło być już gotowe: rzeczy spakowane, ubranie założone, pożegnania wypowiedziane, a mimo to przez chwilę jeszcze się nie wychodziło. Siadano razem i czekano. Dzisiaj możemy dostrzec w tym również bardzo praktyczny sens, ponieważ kilkadziesiąt sekund ciszy pozwala przypomnieć sobie o czymś pozostawionym w domu, uspokoić emocje czy zebrać myśli, jednak w kulturze ludowej podobne gesty mogły otrzymywać również znaczenie symboliczne. Krótkie zatrzymanie stawało się momentem przejścia pomiędzy bezpieczeństwem domu a niepewnością drogi.

Droga nigdy nie była tylko drogą

Dzisiaj wpisujemy adres do nawigacji, sprawdzamy pogodę i niemal dokładnie wiemy, o której godzinie powinniśmy dotrzeć na miejsce. Dawniej nawet stosunkowo niedaleka wyprawa oznaczała znacznie większą niepewność, ponieważ po opuszczeniu własnego domu podróżny był zdany na pogodę, stan dróg, własną orientację, zdrowie oraz ludzi spotkanych po drodze. To, co dla nas jest kilkudziesięciominutowym przejazdem samochodem, kiedyś mogło oznaczać wiele godzin lub dni podróży, podczas których nie istniał prosty sposób, aby poinformować rodzinę o opóźnieniu czy problemach.

Nic więc dziwnego, że wokół wyruszania w drogę powstawały rozmaite zwyczaje, zakazy i znaki. Nie wszystkie miały jedno pochodzenie i nie wszystkie potrafimy dziś jednoznacznie wyjaśnić, ale łączyła je potrzeba oswojenia chwili, w której człowiek opuszczał bezpieczną przestrzeń i ruszał ku temu, czego nie potrafił przewidzieć. Krótka cisza przed podróżą bardzo dobrze wpisywała się w taki sposób patrzenia na świat.

A może robimy to nadal?

Najciekawsze jest to, że aby powtórzyć ten gest, nie trzeba znać dawnych wierzeń ani zastanawiać się nad symboliczną granicą pomiędzy domem a drogą. W niektórych rodzinach wystarczy, że walizki stoją już przy drzwiach, samochód czeka, wszyscy są ubrani i gotowi, a ktoś nagle mówi: „Usiądźmy jeszcze na chwilę”. Nikt nie pyta dlaczego, pozostali po prostu siadają, przez kilkanaście sekund robi się cicho, a dopiero później wszyscy wstają i ruszają.

Być może właśnie w taki sposób dawne zwyczaje potrafią żyć najdłużej. Nie muszą przetrwać jako wielkie obrzędy opisane w książkach ani jako tradycje świadomie przekazywane z pokolenia na pokolenie; czasem wystarczy niewielki gest, którego nauczyliśmy się od rodziców lub dziadków, a oni wcześniej zobaczyli go we własnych domach.

Dzisiaj możemy tłumaczyć go potrzebą uspokojenia się, sprawdzenia, czy niczego nie zapomnieliśmy, albo po prostu chwilą ciszy przed wyjazdem. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy siadamy razem tuż przed opuszczeniem domu, powtarzamy gest znany od pokoleń, nawet jeśli jego dawne znaczenia dawno przestały być dla nas oczywiste.

Bo czasem pamięć okazuje się starsza od wyjaśnienia.

Zobacz też czym była dla naszych przodków podkowa zawieszona nad drzwiami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry