Mówimy je bez zastanowienia, wchodząc do domu, spotykając kogoś znajomego albo rozpoczynając rozmowę. Witaj — jedno krótkie słowo, tak zwyczajne, że niemal przezroczyste, a jednak jego historia prowadzi znacznie dalej niż współczesna polszczyzna, rozbiory, wojny czy dawna Rzeczpospolita. Sięga nawet poza początki państwa polskiego, ponieważ kiedy wypowiadamy dziś słowo „witaj”, korzystamy z językowego dziedzictwa, którego korzenie prowadzą do prasłowiańszczyzny.
Przez stulecia zmieniały się jego znaczenie i sposób używania, ale przetrwało w nim coś niezwykle ważnego — gest przyjęcia drugiego człowieka, który dla naszych przodków mógł znaczyć znacznie więcej niż zwykłe „cześć”.
Co naprawdę znaczyło „witaj”?

W tym miejscu warto oddzielić piękną opowieść od tego, co rzeczywiście potrafi ustalić językoznawstwo. Można spotkać się z interpretacją, według której dawne „witaj” miało być niemal życzeniem: żyj, trwaj, bądź zdrów. Brzmi to niezwykle sugestywnie, zwłaszcza gdy wyobrazimy sobie świat, w którym choroba, głód czy wojna mogły w jednej chwili odmienić ludzkie życie, jednak językoznawcy nie w ten sposób wyjaśniają pochodzenie tego słowa.
Wielki słownik języka polskiego PAN wyprowadza polskie „witać” od prasłowiańskiego *vitati, *vitajǫ. Najstarsza warstwa znaczeniowa wiązała się z przybywaniem dokądś, następnie ze znalezieniem schronienia, przebywaniem i goszczeniem, a dopiero później z gościnnym przyjmowaniem przybysza, któremu okazywano radość i szacunek. To właśnie ta droga znaczeniowa sprawia, że pozornie zwyczajne powitanie zaczyna opowiadać znacznie ciekawszą historię.
„Witaj” mogło być zaproszeniem
Dzisiaj „witaj” jest po prostu formą powitania, jednak dawniej za tym słowem mogło kryć się coś więcej. Badania nad dawnymi polskimi formułami grzecznościowymi wskazują, że należy ono do najstarszych polskich form powitalnych, a ponieważ jego pierwotne znaczenie łączono z przybyciem i pobytem, można je interpretować jako rodzaj zaproszenia skierowanego przez gospodarza do przybysza.
Spróbujmy więc na chwilę zapomnieć o współczesnym świecie i wyobrazić sobie drogę prowadzącą przez las, zapadający zmrok oraz dom, do którego po wielu godzinach wędrówki dociera człowiek. Nie ma telefonu, którym wcześniej uprzedzi o swoim przybyciu, samochodu pozwalającego w kilka minut znaleźć się w następnej miejscowości ani hotelu czekającego kilkanaście kilometrów dalej. Kiedy gospodarz otwiera przed nim drzwi i go wita, nie musi to być jedynie grzecznościowa formuła — oznacza również, że przybysz został zauważony i przyjęty, może wejść, pozostać i stać się gościem.
W takim świecie stare znaczenie jednego krótkiego słowa zaczyna brzmieć zupełnie inaczej.
Czy „witaj” oznaczało „żyj”?
Nie dosłownie i warto powiedzieć to wyraźnie, ponieważ historia naszego języka jest wystarczająco fascynująca bez dopisywania jej znaczeń, których nie potwierdzają źródła. Nie mamy podstaw, aby twierdzić, że prasłowiańskie słowo, z którego wywodzi się „witaj”, oznaczało „żyj” albo „przetrwaj”, ponieważ jego udokumentowana droga znaczeniowa prowadzi przede wszystkim przez przybycie, przebywanie, goszczenie i przyjmowanie gościa.
Nie oznacza to oczywiście, że nasi przodkowie nie wkładali w codzienne formuły życzeń zdrowia, powodzenia czy dalszego dobrego życia. Język zachował inne ślady takiego myślenia — jeszcze dziś bez trudu rozumiemy dawne „bywaj zdrów” czy „miewaj się dobrze”, nawet jeśli sami niemal już ich nie używamy. Sens opowieści o dawnych powitaniach pozostaje więc ciekawy, trzeba jedynie oddzielić etymologię słowa od znaczeń i emocji, jakie ludzie mogli wiązać ze spotkaniem drugiego człowieka.
Słowo, które przeżyło własny świat
Najbardziej niezwykłe w „witaj” może być jednak coś zupełnie innego — to słowo nadal istnieje, mimo że świat, w którym kształtowało swoje znaczenie, dawno przeminął. Polszczyzna zmieniała się przez stulecia, jedne słowa znikały, pojawiały się inne, zmieniał się sposób ich wymawiania, zapisywania i używania, a wraz z językiem zmieniała się sama Polska.
Przyszło rozbicie dzielnicowe, wojny, potop szwedzki, rozbiory, próby germanizacji i rusyfikacji, a później dwie wojny światowe, przesuwane granice oraz całe pokolenia ludzi rodzących się w świecie innym od tego, który znali ich rodzice. Język jednak trwał, a Wielki słownik języka polskiego PAN odnotowuje „witać” już w zasobie słownictwa staropolskiego, a następnie w kolejnych historycznych słownikach polszczyzny.
Nie oznacza to oczywiście, że przez tysiąc lat mieszkańcy ziem polskich wypowiadali „witaj” dokładnie tak samo i używali go w identycznych sytuacjach. Język nie jest czymś nieruchomym — zmienia się razem z ludźmi, którzy się nim posługują, i właśnie dlatego jego ciągłość potrafi być tak niezwykła.
Z prasłowiańskiego świata do naszych drzwi
Nie znamy człowieka, który pierwszy wypowiedział słowo będące przodkiem naszego „witaj”, nie wiemy, gdzie stał ani czy przed nim znajdowała się chata nad rzeką, osada otoczona lasem czy droga prowadząca do grodu. Nie znamy jego imienia i nigdy nie dowiemy się, w jakich okolicznościach słowo to po raz pierwszy zabrzmiało.
Wiemy jednak, że jego korzenie należały już do językowego świata dawnych Słowian i chyba właśnie to jest w nim najpiękniejsze. Nie musimy rekonstruować starego obrzędu ani szukać zapomnianego zaklęcia, żeby dotknąć czegoś, co łączy nas z ludźmi żyjącymi przed wieloma stuleciami. Wystarczy zupełnie zwyczajna sytuacja: ktoś pojawia się przed naszymi drzwiami, otwieramy je i mówimy „witaj”.
Jedno krótkie słowo przebyło drogę przez języki, pokolenia i całe epoki, zanim znalazło się w naszych ustach.
Język też pamięta
Kiedy myślimy o śladach przeszłości, zwykle szukamy ich w ziemi — w kurhanach, fragmentach ceramiki, fundamentach dawnych grodów albo kronikach przechowywanych przez setki lat. Istnieje jednak jeszcze jedno miejsce, w którym przeszłość potrafi przetrwać: nasz własny język.
Każde pokolenie otrzymuje go od poprzedniego, trochę zmienia i przekazuje dalej. Część słów znika, inne nabierają nowych znaczeń, a jeszcze inne trwają tak długo, że przestajemy zauważać, jak stare naprawdę są. „Witaj” należy właśnie do takich słów i choć nie wiemy, kto pierwszy wypowiedział jego dawnego przodka ani przy jakim ogniu czy przed czyim domem zabrzmiał, wiemy, że jego korzenie prowadzą do języka naszych słowiańskich przodków.
Minęły stulecia, zmieniały się granice, państwa i ludzie, a słowo pozostało. Bo czasem pamięć przodków nie kryje się w ziemi ani w starych kronikach — czasem nosimy ją we własnym języku.
Ślady tego dawnego świata przetrwały jednak nie tylko w słowach. Czasem zachowała je również ziemia, jak w przypadku Radogoszczy, jednego z najważniejszych grodów słowiańskich, którego historię opisywaliśmy już w Szeptach Puszczy.



