Bunt Słowian przeciw chrystianizacji

zapomniany

Chrzest Mieszka I przedstawia się jako początek nowej epoki w dziejach Polski. Rzadziej mówi się o tych, którzy nie chcieli porzucić wiary przodków, oraz o buntach, które w XI wieku wstrząsnęły państwem Piastów. A przecież chrześcijaństwo nie zostało przyjęte przez wszystkich z dnia na dzień. Za oficjalną decyzją władcy krył się długi konflikt o władzę, tradycję i prawo do zachowania własnych wierzeń.

zapomniany

Chrzest władcy nie oznaczał chrztu całego ludu

Rok 966 zajmuje szczególne miejsce w polskiej historii. To właśnie od chrztu Mieszka I rozpoczyna się tradycyjna opowieść o wejściu Polski do chrześcijańskiej Europy. W podręcznikach wydarzenie to często przedstawiane jest jako wielki przełom cywilizacyjny, dzięki któremu ziemie polskie miały wkroczyć na drogę rozwoju.

Tylko że Słowianie nie czekali na przybycie misjonarzy, aby stworzyć własną kulturę, prawa i zasady życia społecznego.

Mieli swoje grody, wspólnoty, obrzędy i miejsca kultu. Oddawali cześć siłom przyrody, czcili przodków, a święte gaje i stare dęby stanowiły część świata, w którym religia nie była oddzielona od codzienności. Nowa wiara nie trafiała więc do ludzi pozbawionych duchowości. Przychodziła do społeczności, które od pokoleń miały własne wyobrażenie o świecie.

Decyzja księcia o przyjęciu chrześcijaństwa miała ogromne znaczenie polityczne, lecz nie oznaczała, że mieszkańcy jego państwa natychmiast wyrzekli się dawnych bogów. Chrystianizacja była procesem rozciągniętym na pokolenia, a jej przebieg różnił się zależnie od regionu i miejscowych warunków.

Co więcej, nowa religia pojawiała się wraz z rozbudową władzy książęcej. Powstawały kościoły, umacniała się pozycja duchowieństwa, a religijne obowiązki coraz mocniej wiązały się z porządkiem ustanawianym przez rządzących.

Dla części mieszkańców mogło to oznaczać nie tylko zmianę obrzędów, lecz także utratę wpływu na własne życie.

Kiedy lud powiedział „dość”

W pierwszej połowie XI wieku państwo Piastów znalazło się w głębokim kryzysie. Walki dynastyczne, konflikty z sąsiadami, ciężary nakładane na ludność i osłabienie władzy centralnej doprowadziły do narastania niezadowolenia.

Po śmierci Mieszka II w 1034 roku sytuacja stała się jeszcze bardziej dramatyczna.

W różnych częściach kraju dochodziło do wystąpień przeciw dotychczasowemu porządkowi. Atakowano przedstawicieli elit, niszczono ośrodki kościelne, a duchowni padali ofiarą przemocy. W przekazach kronikarskich zachowała się pamięć o ludziach, którzy odwrócili się od chrześcijaństwa i wystąpili przeciw jego instytucjom.

Tradycyjna historiografia nazwała te wydarzenia „reakcją pogańską”.

To określenie warto jednak zakwestionować. Sugeruje bowiem, że powrót do dawnych wierzeń był jedynie zacofanym sprzeciwem wobec nieuchronnego postępu. Tymczasem dla ludzi żyjących w XI wieku mogła to być próba obrony świata, który znali ich rodzice i dziadkowie.

Nie był to zapewne jeden, jednolicie kierowany bunt. Wystąpienia społeczne, konflikty polityczne i opór religijny mogły nakładać się na siebie. Nie wszyscy buntownicy walczyli o przywrócenie dawnych bogów, tak jak nie wszyscy przeciwnicy władzy książęcej musieli odrzucać chrześcijaństwo.

Nie zmienia to jednak faktu, że nowa religia stała się jednym z celów gniewu.

Gdyby wszyscy mieszkańcy ziem polskich dobrowolnie i bez sprzeciwu zaakceptowali chrystianizację, skąd wzięłyby się wystąpienia wymierzone właśnie w kościoły i duchowieństwo?

Płonące kościoły i upadek nowego porządku

Zniszczenie kościoła w XI wieku miało znaczenie większe niż samo obrócenie budynku w popiół. Świątynia była widocznym symbolem religii wspieranej przez władzę, a duchowny reprezentował instytucję, która coraz silniej uczestniczyła w organizowaniu życia społecznego.

Atak na kościół mógł więc oznaczać zarówno odrzucenie chrześcijaństwa, jak i sprzeciw wobec porządku politycznego, z którym było związane.

Kronikarze piszący z perspektywy chrześcijańskiej przedstawiali takie wydarzenia jako katastrofę i upadek właściwego ładu. Trudno się temu dziwić — niszczono instytucje, które uznawali za fundament państwa i religii.

Ale jak te same wydarzenia widzieli uczestnicy buntu?

Czy człowiek, którego przodkowie od pokoleń składali ofiary w świętym gaju, uważał zniszczenie nowej świątyni za zamach na porządek świata? A może właśnie za próbę odzyskania tego, co wcześniej utracił?

Nie znamy jego odpowiedzi, ponieważ niemal nie zachowały się świadectwa spisane z perspektywy obrońców dawnych wierzeń.Znamy przede wszystkim relacje ludzi należących do świata, który ostatecznie zwyciężył.Nie oznacza to, że wszystkie kroniki świadomie fałszowano. Oznacza jednak, że ich autorzy opisywali przeszłość przez pryzmat własnej religii, wartości i interesów.

Wołchwowie — ci, którzy strzegli dawnej wiary

W opowieści o słowiańskim oporze nie sposób pominąć wołchwów.

Byli oni związani z dawnymi wierzeniami, praktykami wróżbiarskimi i obrzędami religijnymi. W przekazach dotyczących wschodniej Słowiańszczyzny występują jako ludzie obdarzeni szczególną wiedzą, zdolni wpływać na wspólnotę i występować przeciw przedstawicielom nowej religii oraz władzy.

Ich rola wykraczała poza samo odprawianie obrzędów. W świecie, w którym tradycja była przekazywana przede wszystkim ustnie, osoby przechowujące wiedzę o wierzeniach i zwyczajach mogły odgrywać ważną rolę w zachowaniu tożsamości wspólnoty.

W Powieści minionych lat odnajdujemy opisy wystąpień wołchwów na Rusi, między innymi w XI wieku. W niektórych przypadkach gromadzili wokół siebie zwolenników i występowali przeciw istniejącemu porządkowi.

To ważny ślad pokazujący, że dawni słowiańscy przywódcy religijni nie zawsze ustępowali bez sprzeciwu przed chrystianizacją.

Nie mamy jednak bezpośrednich źródeł pozwalających stwierdzić, że wołchwowie organizowali również bunty na ziemiach polskich w latach trzydziestych XI wieku. Byłoby to przypuszczenie, a nie ustalony fakt.

Możemy natomiast dostrzec podobieństwo szerszego zjawiska: tam, gdzie nowa religia wiązała się z umacnianiem władzy, obrońcy dawnych tradycji mogli stawać się również przeciwnikami politycznymi.

Więcej o ich roli, wierzeniach i znaczeniu dla słowiańskich wspólnot przeczytasz w naszym artykule „Kim byli wołchwowie?”.

Bolesław Zapomniany — władca z czasów buntu?

W tym samym burzliwym okresie pojawia się jeszcze jedna zagadka: Bolesław Zapomniany.

Późna Kronika wielkopolska wspomina o Bolesławie, który miał objąć władzę po śmierci Mieszka II, a następnie zostać pominięty w poczcie polskich władców z powodu swoich występków.

Problem polega na tym, że wcześniejsze źródła nie potwierdzają jego panowania. Część historyków uznawała go za rzeczywistą postać, inni widzą w nim rezultat pomyłki kronikarskiej lub późniejszej legendy.

Nie można zatem twierdzić z pewnością, że Bolesław kierował buntem przeciw chrześcijaństwu ani że Kościół celowo usunął go z historii.

Sama zagadka jest jednak znamienna. Pokazuje, jak wiele niejasności otacza wydarzenia z lat trzydziestych XI wieku i jak trudno odtworzyć dzieje epoki, z której przetrwało tak niewiele świadectw.

Co wydarzyło się wówczas naprawdę? Kto próbował utrzymać władzę, kto chciał ją obalić, a kto pragnął po prostu powrotu do dawnych obyczajów?

Na część tych pytań nadal nie znamy odpowiedzi.

Zwycięzcy odbudowali państwo. A co stało się z dawną wiarą?

Kryzys państwa Piastów pogłębił najazd czeskiego księcia Brzetysława w 1038 lub 1039 roku. Zniszczenia i wywiezienie cennych relikwii stały się kolejnym ciosem dla osłabionych ośrodków władzy i Kościoła.

Ostatecznie Kazimierz Odnowiciel, przy wsparciu zewnętrznym, rozpoczął odbudowę monarchii. Odtwarzano struktury państwowe i kościelne, przywracając porządek, który wcześniej został zachwiany.

Z perspektywy późniejszych kronikarzy był to powrót do stabilności i właściwej religii.

Jednak dla zwolenników dawnych wierzeń oznaczał również umocnienie świata, przeciw któremu część z nich występowała.

Chrześcijaństwo ostatecznie zwyciężyło jako religia państwa, lecz nie oznaczało to natychmiastowego zaniku wcześniejszych zwyczajów. Wiele dawnych wyobrażeń, obrzędów i praktyk ludowych przetrwało przez kolejne stulecia, niekiedy zmieniając formę lub współistniejąc z chrześcijańską obrzędowością.

Pamięć o przodkach nie znikała dlatego, że władca przyjął nową wiarę.

Historia opowiedziana tylko z jednej strony

O wydarzeniach XI wieku możemy powiedzieć jedno: obraz powszechnej i bezkonfliktowej zgody na chrystianizację nie wytrzymuje konfrontacji ze źródłami.

Nie oznacza to, że cały lud wystąpił przeciw Kościołowi ani że każdy bunt miał charakter religijny. Oznacza jednak, że proces tworzenia chrześcijańskiego państwa był znacznie bardziej złożony, niż sugeruje uroczysta opowieść o jednym chrzcie, który odmienił wszystko.

W tej historii zabrakło głosu ludzi, którzy chcieli pozostać wierni dawnym bogom, świętym gajom i obyczajom swoich przodków.Nie znamy imion większości z nich. Nie pozostawili własnych kronik, a ich przeciwnicy częściej zapisywali wiadomości o ich klęskach niż o powodach sprzeciwu.

Dlatego warto wracać do tych wydarzeń i zadawać pytania, których przez długi czas nie stawiano.

Bo historia Polski nie zaczęła się od chrztu Mieszka I. A ci, którzy bronili wcześniejszego świata, również należą do naszych dziejów.


Szepty Puszczy — odkrywamy historie, wierzenia i tradycje, które przetrwały na obrzeżach oficjalnych kronik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry