Chrześcijaństwo, judaizm i islam przez stulecia dzieliły ludzi, choć wszystkie trzy wyrastają z tego samego bliskowschodniego pnia, odwołują się do Abrahama, dzielą część postaci i opowieści oraz kierują modlitwy ku Bogu Abrahama. Różnice zaczynają się później, kiedy człowiek próbuje odpowiedzieć na pytania o to, kto naprawdę przemawiał w imieniu Boga, które objawienie było prawdziwe, jak należy rozumieć wcześniejsze słowa i kto ma prawo określać zasady obowiązujące wiernych.
Najstarszy jest judaizm, wewnątrz którego narodził się ruch skupiony wokół Jezusa, natomiast kilka stuleci później pojawił się islam, uznający wiele postaci znanych Żydom i chrześcijanom, choć interpretujący ich znaczenie inaczej. Jezus zajmuje w tej układance miejsce szczególne, ponieważ chrześcijaństwo uznało go za Syna Bożego i centrum swojej wiary, podczas gdy islam widzi w nim jednego z najważniejszych proroków. Zanim jednak powstały wielkie kościoły, dogmaty, sobory i rozbudowana hierarchia, był Żydem przemawiającym przede wszystkim do innych Żydów, żyjącym w świecie, który ze Słowianami nie miał bezpośredniego związku.

Jezus nie przyszedł uczyć Słowian, czym jest dobro
Jezus mówił o miłości bliźniego, przebaczeniu, miłosierdziu, pomocy słabszym i odpowiedzialności człowieka za drugiego człowieka, ale żadna z tych wartości nie pojawiła się na świecie wraz z chrześcijaństwem. Społeczeństwa istniały tysiące lat wcześniej i musiały tworzyć normy pozwalające ludziom żyć razem, wychowywać potomstwo, troszczyć się o rodzinę, rozwiązywać konflikty, chronić wspólnotę i określać, które zachowania zasługują na szacunek, a które na potępienie.
Dotyczyło to również dawnych Słowian, którzy przed chrystianizacją nie żyli przecież w moralnej pustce. Mieli własne więzi rodzinne i rodowe, obyczaje, obowiązki wobec wspólnoty, zasady gościnności, formy wzajemnej pomocy oraz sposoby rozstrzygania sporów i naprawiania wyrządzonych krzywd. Nie potrzebowali człowieka przybywającego z odległej Judei, aby odkryć, że rodzina wymaga opieki, zdrada może zniszczyć zaufanie, krzywda rodzi konsekwencje, a człowiek pozostawiony samemu sobie w chwili nieszczęścia może nie przetrwać.
Dlatego kiedy mówimy, że Jezus nie mówił do Słowian, nie chodzi wyłącznie o oczywisty fakt geograficzny. Jego nauczanie powstało w konkretnym żydowskim świecie, odwoływało się do żydowskich Pism, żydowskiego prawa i sporów toczących się wewnątrz tamtej społeczności. To, co w jego słowach było uniwersalne — dobroć, współczucie, przebaczenie czy troska o drugiego człowieka — nie było natomiast czymś, czego inne ludy wcześniej nie znały.
Jezus był Żydem, chrześcijaństwo powstało później
Łatwo o tym zapomnieć, ponieważ dwa tysiące lat chrześcijańskiej ikonografii i tradycji sprawiły, że patrzymy na Jezusa przez pryzmat religii, która powstała wokół niego. Tymczasem sam Jezus urodził się w żydowskiej rodzinie, został obrzezany, uczestniczył w żydowskich świętach, znał żydowskie Pisma, nauczał wśród Żydów, a jego pierwsi uczniowie również byli Żydami. Nawet spory, które prowadził, rozgrywały się przede wszystkim wewnątrz tego samego religijnego świata.
Dopiero po jego śmierci ruch zaczął coraz szerzej wychodzić poza judaizm, w czym ogromną rolę odegrała działalność pierwszych chrześcijan, w tym Pawła z Tarsu. Kolejne pokolenia musiały następnie odpowiedzieć na pytania, których Jezus nie pozostawił im w formie gotowego katechizmu: jaka dokładnie jest jego natura, jaka jest jego relacja z Bogiem, które pisma należy uznać za święte, kto może kierować wspólnotą, jak powinny wyglądać obrzędy oraz które interpretacje są prawowierne.
Odpowiedzi nie pojawiły się jednocześnie. Kształtowały się przez stulecia sporów, debat, decyzji biskupów i soborów, a wraz z nimi rosła instytucja posiadająca hierarchię, prawo, majątek oraz coraz silniejsze związki z władzą świecką. Jezus nauczał ludzi; późniejsze pokolenia zbudowały wokół jego nauczania religijny system. Rozróżnienie tych dwóch rzeczy staje się szczególnie ważne wtedy, gdy przenosimy się z Judei na ziemie słowiańskie.
Do Słowian nie przyszedł Jezus. Przyszedł Kościół
Między działalnością Jezusa a chrystianizacją większości ziem słowiańskich minęły całe stulecia. Kiedy chrześcijaństwo zaczęło docierać do Słowian, nie było już niewielką grupą ludzi zbierających się, aby wspominać słowa żydowskiego nauczyciela, lecz potężną religią z własnym duchowieństwem, prawem, strukturą organizacyjną i sojuszami politycznymi.
Wraz z misjonarzami przychodziło więc słowo o Chrystusie, ale za religią stał już świat władców, biskupstw i państw, dla których rozszerzanie chrześcijaństwa mogło oznaczać również rozszerzanie wpływów. Przyjęcie nowej wiary pozwalało władcom wejść do chrześcijańskiego systemu politycznego Europy, wzmacniało ich pozycję, zmieniało sposób legitymizowania władzy i wiązało ziemie wcześniej pozostające poza tym systemem z nowymi centrami politycznymi oraz kościelnymi.
Nie wszędzie proces wyglądał tak samo i nie każdą misję prowadzono mieczem, jednak historia zna również przypadki, w których chrystianizacja, wojna i zdobywanie ziem stawały się elementami tego samego procesu. Dawne miejsca kultu niszczono albo traciły swoje znaczenie, świątynie i zgromadzone w nich dobra mogły trafiać w ręce zwycięzców, a na podporządkowanych terenach powstawały nowe struktury kościelne i polityczne. Religia nie funkcjonowała w próżni — w średniowiecznej Europie ziemia, władza, daniny, majątek i wiara potrafiły splatać się ze sobą bardzo mocno.
Dlatego nie trzeba twierdzić, że każdy misjonarz szedł na ziemie Słowian po złoto, aby dostrzec rzecz znacznie ważniejszą: chrystianizacji nie można opowiadać wyłącznie jako historii ludzi niosących poganom dobro, miłość i cywilizację. Obok autentycznej wiary i działalności misyjnej istniały interesy polityczne i materialne, a nowa religia mogła być zarówno przedmiotem osobistego przekonania, jak i narzędziem budowania nowego porządku.
Słowianie nie czekali na kogoś, kto nauczy ich kochać
Obraz przedchrześcijańskiego Słowianina jako człowieka pozbawionego zasad, któremu dopiero misjonarz wyjaśnił różnicę pomiędzy dobrem a złem, więcej mówi o późniejszej narracji zwycięskiej religii niż o samych Słowianach. Każda społeczność, która potrafi przetrwać przez pokolenia, musi stworzyć mechanizmy współpracy, wzajemności i odpowiedzialności, ponieważ bez nich rozpada się niezależnie od tego, jakiego boga czci.
Nie oznacza to oczywiście idealizowania dawnego świata. Słowianie prowadzili wojny, stosowali przemoc i żyli według norm, których części współczesny człowiek zapewne nie zaakceptowałby, ale dokładnie to samo można powiedzieć o społecznościach chrześcijańskich, żydowskich czy muzułmańskich. Religia nie stworzyła ludzkiej zdolności do dobra, podobnie jak jej brak nie stworzył ludzkiej zdolności do okrucieństwa.
W tym miejscu nauczanie Jezusa można oddzielić od późniejszej ekspansji Kościoła. Człowiek może uznać słowa o miłości bliźniego czy przebaczeniu za piękne i wartościowe, nie przyjmując jednocześnie założenia, że ludzie poznali te wartości dopiero dzięki chrześcijaństwu. Dobroć jest starsza od Kościoła, podobnie jak miłość jest starsza od Ewangelii.
Trzy religie, jeden Bóg
Kiedy spojrzymy z tej perspektywy na judaizm, chrześcijaństwo i islam, granice pomiędzy tym, co ma pochodzić od Boga, a tym, co stworzyli wokół niego ludzie, stają się szczególnie interesujące. Wszystkie trzy tradycje odwołują się do Abrahama i mają wspólną część religijnego dziedzictwa, choć później każda poszła własną drogą. Chrześcijanie uznali Jezusa za Boga i Mesjasza, muzułmanie za Mesjasza i proroka, ale nie Boga, natomiast judaizm nie uznał go za oczekiwanego Mesjasza.
Przez kolejne stulecia powstawały interpretacje, komentarze, prawa, rytuały, urzędy i hierarchie, które określały, jak człowiek powinien się modlić, co wolno mu jeść, kiedy powinien pościć, jak ma zawierać małżeństwo, które zachowania są grzechem oraz kto posiada prawo wypowiadać się w sprawach Boga. Wierzący może uznawać, że źródłem któregoś z tych przekazów było objawienie, ale historyczne religie jako instytucje rozwijały się już rękami ludzi, ponieważ to ludzie spisywali teksty, wybierali ich interpretacje, tworzyli struktury i egzekwowali ustanowione zasady.
Najbardziej niezwykły pozostaje paradoks, że wyznawcy trzech religii odwołujących się do Boga Abrahama potrafili przez stulecia walczyć ze sobą o to, która ludzka wspólnota najlepiej rozumie Jego wolę. Ten sam Abraham, wiele wspólnych postaci, wspólne święte miejsca, a jednocześnie trzy systemy przekonane, że ich droga prowadzi najbliżej prawdy.
Dobrym przykładem tego rozdzielenia jest również spowiedź. Wiara w Stwórcę nie oznacza przecież automatycznie, że człowiek potrzebuje drugiego człowieka, któremu musi wyznać swoje winy, aby otrzymać przebaczenie. Taki sposób praktykowania wiary został ukształtowany przez religijną instytucję i z czasem stał się jednym z jej najważniejszych sakramentów. Więcej o tym, jak spowiedź rozwijała się przez stulecia i dlaczego można spojrzeć na nią również jako na narzędzie wiedzy i kontroli, pisałem w artykule „Spowiedź — sakrament czy narzędzie kontroli?”.
Bóg i religia nie muszą oznaczać tego samego
Możliwość istnienia Stwórcy jest czymś innym niż istnienie instytucji mówiącej człowiekowi, jak powinien tego Stwórcę rozumieć. Pierwsze pytanie należy do wiary i filozofii, drugie można obserwować historycznie, ponieważ religie pozostawiły po sobie teksty, prawa, budowle, urzędy, konflikty, reformy oraz niezliczone ślady decyzji podejmowanych przez konkretnych ludzi.
Dlatego oddzielenie Jezusa od wszystkiego, co przez następne dwa tysiące lat robiono w jego imieniu, nie odbiera wartości jego słowom. Przeciwnie, pozwala zobaczyć je bez ciężaru późniejszej instytucji. Jezus mógł mówić o miłości, przebaczeniu i miłosierdziu, a setki lat później ludzie powołujący się na niego mogli uczestniczyć w wojnach, niszczeniu dawnych kultów i walce o wpływy. Jedno nie staje się automatycznie drugim tylko dlatego, że nad oboma umieszczono ten sam krzyż.
Słowianie mieli własny świat, własnych bogów, obyczaje i normy społeczne na długo przed pojawieniem się chrześcijańskich misjonarzy, dlatego Kościół nie przyniósł im zdolności do kochania, przebaczania czy pomagania drugiemu człowiekowi. Przyniósł nową odpowiedź na pytanie, kim jest Bóg, a wraz z nią cały system wierzeń, rytuałów, prawa i władzy, który przez poprzednie stulecia zdążyli stworzyć i rozwinąć ludzie.
I właśnie tutaj spotykają się wszystkie wątki tej historii: trzy religie odwołują się do jednego Boga, ale to ludzie nadawali Mu imiona, interpretowali Jego wolę, ustanawiali dogmaty, budowali świątynie i hierarchie, wyznaczali granice między prawowiernością a herezją, a czasem również ruszali w Jego imieniu po cudzą ziemię i bogactwo. Jeśli istnieje Stwórca – nie potrzebował człowieka, aby istnieć. Religie potrzebowały.



